Nasz występ w DDTVN to takie spełnienie Naszego "Warszawskiego snu"
Cała przygoda z występem w DDTVN zaczęła się od filmiku zamieszczonego 26 września przez Tomasza Choińskiego w którym ogłosił konkurs...
Nagrodą miał być wspólny występ w DDTVN w ramach akcji #aktywnyponiedziałek -
31 października. Zadaniem konkursowym było wysłanie swoich zdjęć treningowych, na adres redakcji. Wraz z dziewczynami: @eviweeg @ikulaaa @martynaagab postanowiłyśmy spróbować swoich sił.
Ja wysłałam m.in. zdjęcia na których jesteśmy wszystkie razem. Były to zdjęcia z naszego lipcowego pobytu w Warszawie. W e-mailu napisałam, że jesteśmy fit wariatkami z całej Polski i bardzo byśmy chciały razem wystąpić. Szczerze?! Nawet nie liczyłam na odpowiedź... wysłałam, bo wysłałam.
Czas mijał a odpowiedzi nie było. W tym czasie zdążyłam kupić bilet na warsztaty z Ewą Chodakowską w Poznaniu, które miały odbyć się 29 października. Mimo, że mam do Poznania 350 km postanowiłam wpakować się w pociąg o 4:47 i jechać na kolejną wspaniałą przygodę życia. Nie sądziłam, że wypad ten będzie miał swoją kontynuację. 26 października (środa) dostałam odpowiedź od redakcji DDTVN, że zapraszają mnie wraz z moimi koleżankami do studia w poniedziałek na występ z Tomkiem. Byłam w szoku! Jak to? W sobotę warsztaty, w poniedziałek Warszawa? Zwariowałyśmy ze szczęścia!
Po warsztatach w Poznaniu z Martynką miałyśmy kilka godzin snu, bo o 5:11 musiałysmy znaleźć się w pociągu do Warszawy. Niewyspane ale naładowane endorfinami pojechałyśmy spełniać nasz "sen o Warszawie". Na miejscu dołączyła do nas Ewelinka (Weronika dojechała dopiero późnym wieczorem). Zameldowałyśmy się w hotelu. Pokoje piękne, sala fitness w cenie - po prostu marzenie. Postanowiłyśmy natychmiast skorzystać z tego co tygryski lubią najbardziej! Wskoczyłyśmy w stroje sportowe i popędziłyśmy wycisnąć siódme poty na siłowni. Selfiki obowiązkowe :p
Po siłowni szybki prysznic i popędziłyśmy na spotkanie z Monią - naszą super koleżanką z Warszawy. Była też w Poznaniu na warsztatach, złapałyśmy kontakt i pewnie jeszcze nie raz będziemy się spotykać.
Około 22:00 dołączyła do nas Ikulka i razem ruszyłyśmy do hotelu.
Na drugi dzień miałyśmy już stawić się w studio DDTVN na rogu Hożej i Marszałkowskiej. Byłysmy bardzo podekscytowane. My takie proste dziewczynki u boku Tomka Choińskiego w TVN-nie i do tego na żywo.
Rano wystroiłyśmy się w nowe ubranka od GYM HERO, swoją drogą jakość materiałów na najwyższym poziomie, idealnie skrojone, leżą niczym druga skóra.
O 8:30 stawiłyśmy się na miejscu. Były tam już 3 dziewczyny, które miały ćwiczyć z Nami.
Do zwartej i gotowej ekipy fit dziewczyn dołączył Tomasz.
Za kulisami nie ma żadnej spiny, ekipa na luzie, bardzo sympatycznie. Gdyby nie to, pewnie padłabym na zawał. Emocje i tak były na wysokim poziomie, taki przyjemny stresik i motyle w brzuchu.
Na antenie byłyśmy dwa razy. Pierwsze krótkie wejście w momencie naszej rozgrzewki i drugie już z Tomaszem.
W studio spędziłyśmy prawie 3 godziny, a zleciało jak 5 minut. Ale wiadomo co dobre szybko się kończy.
Jeśli chodzi o moje czysto techniczne spostrzeżenia to mogę podzielić się z Wami tym, że kamera dodaje rozmiarów. Hahaha nie chodzi mi tutaj o kilogramy ale o wielkość studia. W domu przed telewizorem studio wydaje się takie ogromne, a w rzeczywistości jest dużo mniejsze, każde miejsce jest tak bliziutko siebie. Wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane, przejścia kamer z jednego ujęcia do drugiego błyskawiczne, wszystko trwa sekundy. Jestem pod ogromnym wrażeniem współpracy wszystkich tam osób. Jedyne co może być nieco dezorientujące, to zapachy potraw szykowanych przez zaproszonych kucharzy. Jak my byłyśmy, w kuchni popis dawali uczestnicy Masterchefa: Grzegorz Bień oraz Joanna Studnicka, których rano widziałyśmy już na śniadaniu w hotelu. Prezentowali oni swoje jesienne pomysły na ziemniaki, dynie i cielęcinę. Cuda na kiju, zapachy wywołujące burczące odgłosy z brzucha :-)
Po zakończonym programie wszyscy pędzą do kuchni DDTVN zajadać te pyszności. Inni sprzątają, zbierają się do domu. W tym pośpiechu udało Nam się jeszcze zrobić zdjęcie z Dorotką i Marcinem - moi ulubieni prowadzący.
Po programie poszłyśmy wymeldować się z hotelu, a następnie nogi pokierowały Nas na ostatni warszawski obiad. Tradycją już się staje wizyta w AïOLI Cantine Bar Café Deli. Jak zwykle było przepysznie. Był to Nasz cheat meal - pikantna pizza salami, do tego zupa serowa, pudding owocowy i zimne pifffko na dobre zakończenie dnia.
Czas minął stanowczo za szybko. Ja już odliczam dni do kolejnego spotkania, które będzie prawdopodobnie w Gdańsku.
Kto nie widział naszego występu zapraszam do oglądania:
http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/gimnastyczny-harem-choinskiego,215997.html
Piękna Warszawo do zobaczenia wkrótce :-)


























Znakomite przeżycie, tylko pozazdrościć. Pozdrawiamy.
OdpowiedzUsuń