Pożegnanie mojej córki z piersią zapoczątkowała jej anemia. Anemia pojawiła się, ponieważ moje dziecko nie chciało nic jeść poza mlekiem z piersi. Udawało mi się od czasu do czasu przemycić jakieś owocki albo kaszkę, ale o zupie to mogłam zapomnieć. A mięso? A gdzie tam... córka twierdziła, że trujące (tak wnioskowałam po jej minie :p).
Pani doktor pewnego pięknego dnia stwierdziła, że dziecko ma anemię, więc zrobiliśmy morfologię i rzeczywiście. Anemia ponad przeciętną. Żeby to chociaż było po niej widać, podejrzewałabym prędzej, że ma ADHD z syndromem niespokojnego snu niż anemię. Dostaliśmy żelazo i nakaz wprowadzenia mięsa do diety... hahaha... Pani doktor sobie z nas chyba zażartowała, a jak ja mam niby podać mięso przez pierś? Walczyliśmy dzielnie, mięso takie i owakie ale wszystko było nie tą drogą podawane... Skończyło się to tym, że dziecko mnie pogryzło w pierś....aaaaaaa! i to był ten moment...
Swoją 15-sto miesięczną córeczkę odstawiłam od piersi ponad tydzień temu, a dokładnie 11 dni temu. Bardzo długo zwlekałam z tą decyzją, bo to zawsze coś wypadało: a to egzamin taty, a to zjazd taty, a to praca taty... Nie na darmo tak często pojawia się tu osoba taty. W tym ciężkim okresie osoba taty była niezastąpiona. Postanowiliśmy, że dziecko nie będzie w tym czasie spało z mamą, tylko z tatą. Nie chcieliśmy żeby cokolwiek kojarzyło jej się z piersią. Podejmując decyzje o odstawieniu od piersi, spakowaliśmy się i pojechaliśmy do teściów (swoją drogą, dzięki Bogu, że ich mam i są tacy wspaniali, bo bez ich pomocy nie udało by nam się chyba nigdy). Aby nasza Oleńka nie chciała cycusia stosowaliśmy liczne metody:
- jak najwięcej, zabawy, odwracanie uwagi,
- podtykanie jak najwięcej jedzenia (bo nasze dziecko tylko cycuś i cycuś) aby nie czuła głodu,
- mnóstwo czułości, przytulania,
- odseparowanie od mamy w nocy (jak mnie tylko widziała momentalnie płacz, a raczej krzyk i wymuszanie piersi).
Dzisiaj mamy 11 dzień kiedy Ola nie ma już cycusia i doskonale dajemy sobie radę. Dziecko ma apetyt jak nigdy, lepiej śpi w nocy, ale tęsknota pozostała... i to nie tylko dziecka do matki ale i matki do dziecka. Jak by nie patrzył 15 miesięcy byłam z nią non stop, czy to dzień czy to noc, a tu nagle z dnia na dzień...nie ma.
Dzisiaj dzieciątko sobie przypomniało, że mama posiada taki wspaniały usypiacz i musiałam ją ze 2 godziny uspokajać.
Odstawianie od piersi to jednak nie tylko ból emocjonalny, ale i fizyczny. Przepełnione i bolące piersi, tworzące się bolące grudki, łamanie w kościach, uczucie rozbicia... wszystko musiałam przejść. Żeby sobie pomóc stosowałam chyba wszystkie metody jakie wynalazłam w internecie:
- picie szałwii,
- bandażowanie,
- tabletki przeciwzapalne,
- okłady z kapusty,
- masaże,
- odciąganie po trochu pokarmu do poczucia ulgi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz