sobota, 22 marca 2014

Odstawienie od piersi... trudne pożegnanie


Pożegnanie mojej córki z piersią zapoczątkowała jej anemia. Anemia pojawiła się, ponieważ moje dziecko nie chciało nic jeść poza mlekiem z piersi. Udawało mi się od czasu do czasu przemycić jakieś owocki albo kaszkę, ale o zupie to mogłam zapomnieć. A mięso? A gdzie tam... córka twierdziła, że trujące (tak wnioskowałam po jej minie :p).
Pani doktor pewnego pięknego dnia stwierdziła, że dziecko ma anemię, więc zrobiliśmy morfologię i rzeczywiście. Anemia ponad przeciętną. Żeby to chociaż było po niej widać, podejrzewałabym prędzej, że ma ADHD z syndromem niespokojnego snu niż anemię. Dostaliśmy żelazo i nakaz wprowadzenia mięsa do diety... hahaha... Pani doktor sobie z nas chyba zażartowała, a jak ja mam niby podać mięso przez pierś? Walczyliśmy dzielnie, mięso takie i owakie ale wszystko było nie tą drogą podawane... Skończyło się to tym, że dziecko mnie pogryzło w pierś....aaaaaaa! i to był ten moment...


Swoją 15-sto miesięczną córeczkę odstawiłam od piersi ponad tydzień temu, a dokładnie 11 dni temu. Bardzo długo zwlekałam z tą decyzją, bo to zawsze coś wypadało: a to egzamin taty, a to zjazd taty, a to praca taty... Nie na darmo tak często pojawia się tu osoba taty. W tym ciężkim okresie osoba taty była niezastąpiona.  Postanowiliśmy, że dziecko nie będzie w tym czasie spało z mamą, tylko z tatą. Nie chcieliśmy żeby cokolwiek kojarzyło jej się z piersią. Podejmując decyzje o odstawieniu od piersi, spakowaliśmy się i pojechaliśmy do teściów (swoją drogą, dzięki Bogu, że ich mam i są tacy wspaniali, bo bez ich pomocy nie udało by nam się chyba nigdy). Aby nasza Oleńka nie chciała cycusia stosowaliśmy liczne metody:
  • jak najwięcej, zabawy, odwracanie uwagi,
  • podtykanie jak najwięcej jedzenia (bo nasze dziecko tylko cycuś i cycuś) aby nie czuła głodu,
  • mnóstwo czułości, przytulania,
  • odseparowanie od mamy w nocy (jak mnie tylko widziała momentalnie płacz, a raczej krzyk i wymuszanie piersi).
Bardzo muszę tutaj pochwalić swojego narzeczonego bo spisał się na medal. Kilka pierwszych nocy było okropnych: płacz, wrzask, lament i co tylko można sobie wyobrazić. Wstawanie co chwila, noszenie na rękach (bo próba położenia kończyła się często awanturą), bolący kręgosłup... ach ciężki to był okres. Kolejne noce były coraz lepsze, aż doszliśmy do poziomu, że nie trzeba do niej wstawać i nosić na rękach, bo daje się uspokoić na leżąco.

Dzisiaj mamy 11 dzień kiedy Ola nie ma już cycusia i doskonale dajemy sobie radę. Dziecko ma apetyt jak nigdy, lepiej śpi w nocy, ale tęsknota pozostała... i to nie tylko dziecka do matki ale i matki do dziecka. Jak by nie patrzył 15 miesięcy byłam z nią non stop, czy to dzień czy to noc, a tu nagle z dnia na dzień...nie ma.
Dzisiaj dzieciątko sobie przypomniało, że mama posiada taki wspaniały usypiacz i musiałam ją ze 2 godziny uspokajać.

Odstawianie od piersi to jednak nie tylko ból emocjonalny, ale i fizyczny. Przepełnione i bolące piersi, tworzące się bolące grudki, łamanie w kościach, uczucie rozbicia... wszystko musiałam przejść. Żeby sobie pomóc stosowałam chyba wszystkie metody jakie wynalazłam w internecie:

  • picie szałwii,
  • bandażowanie,
  • tabletki przeciwzapalne,
  • okłady z kapusty,
  • masaże,
  • odciąganie po trochu pokarmu do poczucia ulgi.
Szczerze?! Mi nic z tego nie pomogło... Jedynie bandażowanie pomagało przespać w miarę bez bólu noc. Ale co z tego skoro rano po odwinięciu bandaża ból powracał ze zdwojoną siłą. Postanowiłam, że sięgnę po hormony (chciałam tego uniknąć ale kobieta w bólu już nie myśli). Poszłam do lekarza, żeby przepisał mi tabletki na zahamowanie laktacji i dostałam Bromergon. Po paru dniach było o niebo lepiej. Dzisiaj już prawie zapomniałam, że przeżyłam taki ból, piersi tak nie nabrzmiewają, pokarmu już nie muszę odciągać i nawet ćwiczenia z Chodakowską wykonuje bez problemu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz